O politycznej karuzeli w realu i w mediach, o sąsiadach bliskich i dalekich, o ludziach, ideach i wierze. Nina N.
Blogi Polityczne dodajdo.com Giveaway of the Day Vimeo
Blog > Komentarze do wpisu

Nadchodzi komunizm, chyba że Donald Tusk się zaprze

"Posiadacze kapitału będą stymulować popyt klasy robotniczej na
coraz większą ilość towarów, mieszkań i wytworów techniki.
Jednocześnie będą udzielać coraz więcej coraz droższych kredytów
na zakup tych dóbr, aż rzeczone kredyty nie będą mogły być
spłacane. Niespłacane kredyty doprowadzą do bankructwa banków,
które z kolei zostaną znacjonalizowane. To w rezultacie doprowadzi
do powstania komunizmu
".

Karol Marks, rok 1867

Powyższy cytat, krążący w różnych kręgach, w jednych wzbudza trwogę, w innych być może nadzieję. Nie wiem, czy znają go rządzący. Tak samo jak nie mam pewności, czy to autentyk, czy sprytny dowcip bankowców, który ma poruszyć gawiedź. Mam jednak wrażenie, że światowa walka z kryzysem toczy się już siłą bezwładu i nie wiadomo, czym się skończy. Owszem, można tu i ówdzie napotkać jeszcze wierzgających liberałów, ale los mają niełatwy i jakby sami trochę się w tym wszystkim gubią. Nic dziwnego. 21-wieczny kapitalizm nijak się ma do realiów, w których swoje proroctwa głosił Karol Marks.

Weźmy takiego Donalda Tuska. Z jednej strony najwyraźniej nie gustuje w marksowskim "proletariusze wszystkich krajów łączcie się". Gdzie za wodza proletariuszy obwołał się premier Węgier. Z drugiej jednak nie tylko żarłocznych kapitalistów nie zadowolił, ale dał niezłą pożywkę rodzimym bolszewikom, od prawa do lewa. I pewnie niejeden zaczął się zastanawiać, czy aby nie nadszedł czas aby Kiereńskiego zastąpić jakimś nowym Leninem.

Ponieważ jednak, jako się rzekło, w marksowskich realiach nie żyjemy, porzućmy powyższą, kulawą i nieco frywolną preambułę, i przejdźmy do rzeczy. Czyli spróbujmy zrozumieć co się stało w niedzielę w Brukseli i co się dzieje po brukselskim szczycie. Premier Węgier Ferenc Gyurcsany po raz pierwszy swój projekt wydębienia od Unii 190 mld europomocy dla nowych członków oraz Chorwacji i Ukrainy ogłosił w Budapeszcie 26 lutego. Następnego dnia opisał tę i inne wschodnioeuropejskie inicjatywy, m.in. zapowiedź niedzielnego spotkania dziewiątki w polskiej ambasadzie, portal Bloomberg.com.Spotkanie w ambasadzie i owszem się odbyło, ale inicjatywa węgierska poszła do kosza. Tusk i Rostowski tłumaczyli, podobnie zresztą jak ich czescy koledzy, że nasze kraje są zróżnicowane i nie nalezy ich wrzucać do wspólnego gospodarczego śmietnika. Prężąc w Bruksel muskuły panowie zapewne sądzili, że zwrócą ku Polsce życzliwą uwagę inwestorów i ukrócą zapędy spekulacyjne na naszą walutę. Jeśli o to drugie chodzi stało się akurat na odwrót. "Eastern European Currencies Slide as EU Rejects Aid Package" - pisze dziś Bloomberg.Wydaje się zatem, że rynek nie uwierzył, abyśmy byli mniej "wrażliwi" na kryzyś niż np. Węgry czy Łotwa. Przynajmniej na razie.

Czy pomogą dzisiejsze praskie deklaracje Barroso, że "jedynym sposobem na wyjście UE z globalnego kryzysu jest silny wspólny rynek (strong and single market" i że"euro, wspólna unijna waluta stanowi w czasach kryzysu bezpieczną przystań"? Czego najlepszym przykładem jest - nie omieszkał wspomnieć szef KE - Słowacja. Ale tu, jak wiadomo, polski pies leży pogrzebany. Bo nie dosyć, że Słowacja grzęźnie w ciemnościach, to teraz rodzimym obrońcom słabszych dostarczył Tusk potężnego impulsu internacjonalistycznego. Brak solidarności z Węgrami jest na ustach wszystkich, od Napieralskiego poprzez Dobrosza na Kaczyńskim skończywszy. I wiadomo na czyim pasku ten wnuk Wehrmachtu do Brukseli pojechal, prosto z Hamburga.

W tym kryzysie nic nie jest proste i przewidywalne. Podczas gdy wg Bloomberga rynki walutowe uznały, że odrzucenie pakietu węgierskiego rozczarowuje, media w różnych krajach newralgicznie zareagowały na sam pomysł takiej "pakietowej" pomocy. Włoskie gazety, na przykład, biją na alarm, że Europie grozi powstanie nowego muru. Z drugiej strony wielu z tych, którzy znają się na wszystkim, uważa, że odrzucenie przez uczestników szczytu narodowego protekcjonizmu, do czego walnie przyczynił się Tusk wchodząc w paradę swojemu przyjacielowi Sarkozemu, to czcze gadanie, obietnice pisane palcem na wodzie. A może w gruncie rzeczy sprawa jest dość jasna? Tak, Tusk najlepiej dogaduje się z Angelą Merkel. I jak długo ta linią jest oficjalną strategią Unii, tak długo wybór to najtrafniejszy. Chyba.

wtorek, 03 marca 2009, never6

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: