O politycznej karuzeli w realu i w mediach, o sąsiadach bliskich i dalekich, o ludziach, ideach i wierze. Nina N.
O autorze
Blogi Polityczne dodajdo.com Giveaway of the Day Vimeo
poniedziałek, 05 listopada 2012

Pod prowokacyjnym tytułem "Is China more legitimate than the West?" Martin Jacques na portalu BBC zaczyna od zwrócenia uwagi, że w tym tygodniu nie tylko Amerykanie wybiorą swojego politycznego przywódcę na najbliższe lata. Chińczycy wybierać nie będą. Scenariusz i aktorzy w teatrze przejęcia władzy są tam z grubsza znane. Autor broni jednak tezy, że przykładanie naszej, zachodniej miary do chińskiego systemu i ocenianie jego niedostatków wynika z częstego mylenia pojęć. Na Chiny nie należy patrzeć jak na naród czy społeczeństwo. Chiny to odrębna cywilizacja. Należy zatem przede wszystkim starać się ją poznać, aby zrozumieć, dlaczego mimo politycznych więźniów, cenzury i braku demokratycznych procedur kraj ten w ciągu ostatnich 30 lat dokonał rzeczy niezwykłych, a za sześć lat gospodarka chińska wyprzedzi amerykańską.

Strasznie trudno jednak zaakceptować tezę sugerowaną przez autora w tytule. To prawda, statystycznie rzecz ujmując obecne rządy chińskich komunistów cieszą się większym poparciem niż przyszły prezydent podzielonej równo na pół Ameryki. Nie mówiąc o politycznym pęknięciu w Polsce. Może gdyby nie 4 czerwca 1989 na Placu Tiananmen trzeba by uwierzyć, że w istocie chińskiej cywilizacji nie leży pęd jednostki ku wolności i otwarciu na świat? Młodzi Chińczycy, z którymi rozmawiałam mówili, że o Tiananmen dowiadują się od zagranicznych gości. Niewiele też wiedzą o wielkim skoku i o rewolucji kulturalnej. I - co najbardziej zadziwiające - sprawiają wrażenie, że te sprawy ich nie interesują. Wydają się chłonąć życie takie, jakie ono jest, uśmiechnięci, modnie ubrani, zapatrzeni w swoich jedynaków, tłumnie podziwiający zabytki swojej parutysięcznej cywilizacji i cuda natury. Świat zewnętrzny nie specjalnie ich obchodzi. Dostęp do internetu i sieci komórkowej mają wszędzie. Nie narzekają, że globalne portale społecznościowe i wyszukiwarki są zablokowane.

Użalamy się, i słusznie, nad losem Tybetańczyków. Od czasu do czasu słyszymy też o zbuntowanych Ujgurach. Jednak mniejszości etnicznych jest w Chinach 55. Mimo ze stanowią zaledwie 5% ludności, przynajmniej niektóre z nich są widoczne i najwyraźniej wydają się być przez władze hołubione. Wolno im mieć więcej dzieci. Ich centra kulturalne cieszą się autentycznym powodzeniem. Nie skarżą się, choć także nie ukrywają skromnych warunków życia, czy po prostu biedy.

Nie będę udawać, że po jednej wizycie w Chinach jestem w stanie zracjonalizować swoją wiedzę o chińskiej cywilizacji, w szczególności połączyć w spójną całość np. obrazki hunwejbinów w szarych mundurkach znęcających się nad swoimi sąsiadami z tym, co zobaczyłam w sierpniu 2012. Jedno jest pewne, trzeba starać się Chiny zrozumieć, śledzić wszystko, co się tam dzieje. Czy stanie się tak, jak sądzą w Hong Kongu, że kiedy upłynie przejściowy okres "jednego państwa, dwóch systemów" całe Chiny będą już demokracją? Jak do tego miałoby dojść? Już dziś podobno wszyscy Chińczycy uważają się za Potomków Smoka, a co to może oznaczać w przyszłości? Komunistycznym mandarynom udaje się utrzymywać względną równowagę między dbałością o prywatne interesy a niespotykanym w skali globu rozpędzeniem krajowej gospodarki. Jak długo może to potrwać? Dziś jedynie niektórzy dysydenci, w większości spoza granic swojej ojczyzny, głoszą tezę, że prędzej czy później i ta, komunistyczna dynastia musi upaść. 

Ten filmik o ludziach Chin, podobnie jak inne, które można zobaczyć tutaj lub na moim podróżniczym blogu, nie ma charakteru publicystycznego. Są to po prostu portrety i rozmaite scenki rodzajowe, głównie, choć nie tylko, z udziałem dzieci i przedstawicieli mniejszości etnicznych.

People of China from Nina N on Vimeo.

sobota, 16 czerwca 2012

Sportowy komentator BBC:

What an amazing, frantic, unexpected night. But then this is Euro 2012 and we're getting used to this sort of activity. Very few people would have seen Czech Republic and Greece going through out of this group. Every stat, fact and instinct told us that Russia would definitely be heading to the quarters, and it was likely that co-hosts Poland would be joining them. But as I said near the start of this text commentary, the way this has turned out is the reason we love football.

Pewnie prawdziwi kibice się zgodzą, że dlatego właśnie kochają futbol. Jak się zachowają, co myślą kibole - łatwo przewidzieć. Fuck Euro! Z mieszanką "antykomunistycznego" uniesienia, że "Ruskim" się należało. Za co? - wszyscy wiemy.

No i "pikniki". Ochłoną? Nadal będą się cieszyć z imprezy? Czy wrócą do paskudnej, swarliwej codzienności?



środa, 30 maja 2012

Po pierwsze, w komunikacie Białego Domu z 26 kwietnia o przyznaniu Medali Wolności (patrz: tutaj) napisano o Janie Karskim m.in. entering the Warsaw ghetto and the Nazi Izbica transit camp. Tak więc Polish death camp w laudacji wygłoszonej przez Baracka Obamę musiał być "wynalazkiem" kogoś odpowiedzialnego za ostateczną formę wypowiedzi prezydenta lub jego własną inwencją. Dlaczego tak się stało? Być może uznano, że przejściowe ghetto w Izbicy, inaczej niż np. Auschwitz czy Birkenau, jest mało znane i nie niesie takiego ładunku emocjonalnego jak inne miejsca zagłady?

Po drugie, ze wstydem przyznaję, że śledząc uroczystość z powyższym tekstem z 26.04 przed oczyma, nie wyłowiłam wpadki prezydenta. Także dlatego, że na czymś innym się skoncentrowałam. Na różnej długości przemówień laudacyjnych, na reakcji publiczności (można było odnieść wrażenie, że najbardziej zasłużonym dla wolności jest Bob Dylan), na pominięciu w wypowiedzi prezydenta faktu, że rozmowa Karskiego z Rooseveltem nie odniosła żadnego skutku, co pozostało życiową traumą polskiego Kuriera, czy wreszcie na lapidarnym przedstawieniu Adama Daniela Rotfelda odbierającego medal Karskiego, bez uwzględnienia jego historii dziecka uratowanego z Holocaustu. Ciekawe, że także w reakcjach mediów zachodnich na wpadkę Obamy nigdzie nie znalazłam przypomnienia tych dwóch ostatnich faktów.

Po trzecie, "Polish teacher" znaczy zarówno "nauczyciel polskiego" jak i "nauczyciel narodowości polskiej". Wieloznaczność ta jest inherentną cechą języka angielskiego i nią często tłumaczą się autorzy frazy "Polish camps". Ale ...

Po czwarte i być może najważniejsze, warto zauważyć, że politycznie poprawne użycie angielszczyzny wyklucza dziś mówienie i pisanie o "German camps" czy nawet "German occupation". Politycznie poprawne wyrażenia to: "Nazi camps", "Nazi occupation" lub przynajmniej "German Nazi ...". Choćby z tego powodu...

Po piąte, mamy prawo wyrazić nasz stanowczy sprzeciw wobec gafy Obamy. Stanowczo ale bez histerii. Z nadzieją, że reakcja Białego Domu wreszcie wyprostuje w świadomości publicznej historię Holocaustu.

środa, 21 marca 2012

Historia Pani Ireny, więźnia Gułagu, w odświeżonej wersji.

wtorek, 06 marca 2012

"Wielkopolscy Żydzi" - jako jedno video (wcześniej w cyklu Ilustrowane Radio publikowani w odcinkach). Wyższa rozdzielczość, lekko podmontowane.

wtorek, 07 lutego 2012

Są to wybrane sceny z całej mojej podróży po Izraelu (więcej z poszczególnych miejsc można zobaczyć tutaj lub zajrzeć na mój "izraelski album"). Zostały tak zmontowane, aby pokazać historyczne korzenie i nadal żywe tradycje trzech największych monoteistycznych wspólnot religijnych. A o polityce, jej ponurych konsekwencjach i niepewnej przyszłości też nie sposób w Izraelu nie myśleć, nawet jeśli jest się jedynie turystą. Widać ją przy przekraczaniu granicy między Jerozolimą i Betlejem, w czujności wszystkich naokoło wobec upuszczonego na ulicy pakunku czy spotykając w różnych miejscach grupy dziewczyn i chłopaków w mundurach z krótką bronią u pasa i długą w rękach.

 

piątek, 20 stycznia 2012

27 stycznia 1945 został wyzwolony obóz Auschwitz-Birkenau. W 2005 roku ONZ przyjęła rezolucję, aby 27 stycznia obchodzony był jako Międzynarodowy Dzień Pamięci Holocaustu.

Izrael od 1953 roku obchodzi Dzień Shoah. Yom HaShoa to święto ruchome, wyznaczane kalendarzem hebrajskim. W 2011 roku przypadało 30 kwietnia. Ponieważ była to sobota, uroczystości państwowe - przemówienia premiera i prezydenta, syrena w południe - zostały przesunięte na poniedziałek. Byłam wtedy w Jerozolimie i odwiedziłam Yad Vashem, pomnik żydowskiej zagłady. Z okazji święta władze muzeum poluźniły restrykcje ograniczające filmowanie. Zdecydowałam się więc, aby zarejestrować m.in. archiwalne filmy z przedwojennych sztetl, które w zderzeniu z bardziej znanymi, wojennymi "rekwizytami"  robią wstrząsające wrażenie.

PS. Część klipów video z Yad Vashem wykorzystana została także we wpisie o Jerozolimie.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

 

(The Hermit Kingdom allowed international media to watch its largest ever military parade - part of the campaign to establish Kim Jong-il's youngest son as the leader-in-waiting.
                                              By guardian.co.uk staff Dan Chung and Tania Branigan.)

Defilada ku czci następcy, Kima III. Ma 28 lat. Kto będzie rządził naprawdę? 24-milionowa Korea Płn ma milionową armię.

piątek, 30 września 2011

Debaty? W tvn24 była dziś o finansach i gospodarce. Taka sobie. Najgorzej wypadła Pochanke, choć bardzo starała się być równorzędnym uczestnikiem rozmowy. Miller i Poncyl wmawiali nam, że kiedy byli u koryta mieliśmy kraj szczęśliwości. Kilka dobrych wistów miał Pawlak. Rostowski w swojej stałej formie. Zakończył, że największym niepowodzeniem tej debaty był brak przedstawiciela PiS, partii która skądinąd szykuje się do rządzenia.

Pisowski poseł/kandydat Dera orzekł dziś w tokfm, że w Polsce nie ma debat, są tylko piarowskie triki. Dlatego - należy rozumieć - oni, a w szczególności Jarosław Kaczyński, na debaty nie przychodzą. W tej samej stacji różni mędrcy pół przedpołudnia bili pianę na ten sam temat - czyli dlaczego niektórzy (wiadomo którzy) debaty bojkotują. Nie wiem, czy odkryli przyczynę, bo po kilku minutach odpadłam.

A przyczyna zasadnicza, moim zdaniem, jest jedna, prosta jak drut. Po co taki Kaczyński ma przychodzić na pojedynki z innymi. Woli brylować w 40-minutowych ekskluziwach ze spolegliwymi dziennikarzami! Dotyczy to również innych partyjnych frontmenów, którzy biegają od studia do studia i wygłaszają swoje przesłania.

Gdyby media na czas kampanii solidarnie zawiesiły swoje śniadania, podwieczorki, kropki i inne kawy na ławę, gdyby zamiast relacjonować in extenso partyjne przesłania wygłaszane na licznych konferencjach i spotkaniach podczas których uszczypliwe uwagi pod adresem politycznych konkurentów są normą, gdyby skupiły się na przygotowaniu tematycznych (i w przypadku liderów - personalnych) debat, jestem pewna, że żadne ugrupowanie nie śmiałoby ich bojkotować., a partyjni kandydaci pchaliby się na debaty drzwiami i oknami

Mrzonka? Był czas, gdy moje radio właśnie tak robiło.

sobota, 17 września 2011

Rządzący zawsze chcą ograniczyć dostęp do informacji. Wspierają ich potężne lobbies, nie tylko biznesowe. No i oczywiście armia urzędników, którzy nienawidzą jak im się patrzy na ręce. Argumenty zawsze są takie same: interes/bezpieczeństwo państwa. Pojęcia-worki.

Różne są też preteksty, aby dostęp ograniczyć. Na ogół zakamuflowane. Tym razem mogły to być np. wrzawa wokół więzień CIA, kłopoty z pozyskaniem inwestorów gdy czas (pieniądze z UE) goni, tajni eksperci ws. OFE. Ale tak było zawsze w 22-letniej historii III (nie mówiąc o IV) RP.

Po drugiej stronie stoją rozmaite organizacje obywatelskie, RPO, media ... No i właśnie daliśmy się w perfidny sposób przechytrzyć. To mnie wkurza najbardziej, Ale walka się nie skończyła. Ws utajnienia ekspertyz SA już się raz wypowiedział. Obywatele z Platformy, którzy klaskali po przyjęciu poprawki Rockiego mogą 9 października obudzić się z ręką w .... 

Już kiedyś tak było, gdy (na ogół młodzi) zbuntowani przeciwko partiom mainstreamowym zagłosowali "na złość" np. na Samoobronę lub w ogóle wybory olali. I nastał nowy wspaniały  świat IV RP.

I na koniec: święta naiwność regulatorów praw obywatelskich. Assange niejednego będzie miał następcę, także w Polsce. Szkody wtedy mogą być realne.

PS. Naiwni wierzyli, że prezydent może ustawy nie podpisać. Wraz ze swoimi ekspertami zdecydował, że jest konstytucyjna, Czy naprawdę dał się przekonać, że również jest konieczna? Bo lepsza od każdorazowego - jeśli rzeczywiście w grę wchodzi interes państwa - nadawania klauzuli? Na pewno dla władzy, która na ogół nie kocha zbytniej jawności, jest po prostu łatwiejsza. Jak wszystko co działa z automatu. Nie spodobał się za to panu prezydentowi tryb uchwalenia ustawy. No i jak automat już będzie działał, sposobem jego wymyślenia zajmie się TK. Bez komentarza ...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 49